Melodi Grand Prix, czyli norweska Eurowizja
Melodi Grand Prix (w skrócie MGP) to norweski odpowiednik Krajowych Eliminacji do Eurowizji. Co roku, zwykle w lutym, cały kraj siada przed telewizorami, żeby wybrać swojego reprezentanta. I wiesz co? Dla wielu Norwegów to nie tylko wybór piosenki – to wydarzenie społeczne na miarę Wigilii i meczu z Danią.
MGP to nie jest „jakaś tam preselekcja” – to show z rozmachem, memami, kontrowersjami i armią fanów, którzy głosują jakby od tego zależała przyszłość kraju. A czasem naprawdę zależy.
Historia norweskich eliminacji
Pierwsza edycja Melodi Grand Prix odbyła się w 1960 roku – i od tamtej pory co roku (z wyjątkiem kilku przerw) Norwegowie próbują zdobyć serca Europy. Początki były trudne: kraj zaliczał dno tabeli z taką regularnością, że przez lata miał niechlubny rekord najniższych wyników w historii Eurowizji.
Ale coś się zmieniło. Od lat 80. MGP zaczęło produkować naprawdę mocnych reprezentantów – z kulminacją w 2009 roku, gdy Alexander Rybak zgarnął wszystko ze swoim Fairytale. Od tamtej pory Norwegia jest traktowana poważnie – czasem aż za bardzo.
Triumfy, tragedie i… wilkołaki
Norwegia wygrała Eurowizję trzy razy:
- 1985 – Bobbysocks – Let It Swing
- 1995 – Secret Garden – Nocturne
- 2009 – Alexander Rybak – Fairytale
Ale dla równowagi: Norwegia zajmowała ostatnie miejsce aż 11 razy, co czyni ją nieoficjalnym królem eurowizyjnych porażek.
Mimo to – albo właśnie dlatego – Norwegowie kochają MGP. Gdzie indziej usłyszysz techno hymn z wilkołakami (Subwoolfer – Give That Wolf a Banana, 2022), operę z dubstepem albo balladę o depresji, którą śpiewa ktoś przebrany za flaminga?
Dlaczego Norwegowie kochają Eurowizję?
Można by pomyśleć, że naród, który tylu razy zaliczał ostatnie miejsce, miałby traumę i oglądał Eurowizję z zamkniętymi oczami. A tu niespodzianka – Norwegowie uwielbiają ten festiwal. MGP to co roku ogromna widownia, gorące dyskusje w mediach, memy i burze w internecie.
Dlaczego?
- Bo to spektakl – łączący muzykę, show i narodową dumę.
- Bo Norwegowie lubią głosować – w końcu to demokratyczny sport narodowy.
- Bo Eurowizja to sposób na pokazanie się światu, szczególnie dla mniejszych państw.
- I bo każdy ma opinię na temat każdej piosenki. Zawsze.
Dla młodszych pokoleń MGP to trochę guilty pleasure, trochę powód do imprezy, trochę reality show. A dla starszych – nostalgiczna podróż do czasów, gdy Bobbysocks podbijały Europę.
MGP dziś – show, które żyje własnym życiem
W ostatnich latach Melodi Grand Prix przeszło metamorfozę. Dzięki produkcji na poziomie eurowizyjnym, MGP samo w sobie stało się wydarzeniem godnym finału międzynarodowego. Etapy półfinałowe, aplikacje do głosowania, influencerzy jako komentatorzy – to już nie tylko muzyka, ale pełnoprawne medialne widowisko.
Co roku pojawiają się też kontrowersje:
- „Ta piosenka jest zbyt mainstreamowa!”
- „Dlaczego nie przeszła ballada z północy?”
- „To ustawione, głosują tylko dzieciaki z TikToka!”
I tak dalej. Ale właśnie to sprawia, że MGP żyje. I że o Eurowizji mówi się w Norwegii nie „raz do roku”, tylko przez całe miesiące.
