Zaskakujące nordyckie przesądy

Północ też ma swoje „abrakadabra”. Nordyckie przesądy są jak memy sprzed wieków: jedne bawią, inne straszą, większość świetnie tłumaczy, co dla ludzi Północy było ważne — bezpieczeństwo, reputacja, pogoda (zawsze pogoda), miłość i… ciasto. Poniżej wersja „mięsista”: skąd, po co i jak to się praktykuje dziś.

Norwegia — „tvi, tvi”, czarne koty i klątwa swetra

„Tvi, tvi” to norweski talizman w wersji dźwiękowej. Brzmi jak symboliczne splunięcie i ma odgonić pecha. Używa się go zwłaszcza przed występami, egzaminami, meczami — zamiast angielskiego „break a leg”. W praktyce: ktoś mówi lykke til („powodzenia”), a Ty dobijasz: tvi, tvi!

Z tym łączy się drugi patent: gdy czarny kot przetnie drogę, Norweg(ka) potrafi „splunąć” trzy razy albo powiedzieć „tvi-tvi-tvi” przez lewe ramię, żeby złe moce straciły zainteresowanie. To ta sama logika: lepiej uprzedzić duchy niż potem tłumaczyć się z pecha.

Słynna jest też „klątwa swetra”nie dziergaj chłopakowi swetra, bo odejdzie. Nora z drutami = ryzyko. Wersja żartobliwa mówi, że jeśli chcesz kogoś „odczarować”, wręczasz mu golf w kolorze błotnistego fiordu. Czy działa? Zależy, kogo spytasz — ale to na tyle rozpoznawalny motyw, że zdążył wejść do kulturowego słownika.

Na deser zakaz gwizdania w stronę słońca. Według ludowych obserwacji to ma sprowadzać deszcz. W kraju rybaków i gór, gdzie pogoda rządzi kalendarzem, takie reguły były prostym „interfejsem” do świata zjawisk: nie drażnij nieba, a niebo odwdzięczy się spokojem.

Szwecja — „peppar, peppar, ta i trä”, klucze i niebezpieczne ciasto

Szwedzi mają swoją wersję „odpukaj w niemalowane”: „peppar, peppar, ta i trä” („pieprz, pieprz, dotknij drewna”). Pieprz od dawna uważano za odstraszający „zły zapach” i choroby, a z kolei dotykanie drewna to echa dawnych wierzeń o duchach drzew. Współcześnie to szybki rytuał, który domyka zdanie: „Wszystko idzie świetnie… peppar, peppar, ta i trä”.

Po kichnięciu usłyszysz „prosit” — to łacińskie „niech wyjdzie na zdrowie”. Dawniej kichnięcie mogło oznaczać, że wróg właśnie wypowiedział Twoje imię; stąd krótkie zaklęcie „na odczynienie”.

Wrzos? W Szwecji bywa kojarzony z nieszczęściem, więc do salonu się go raczej nie zaprasza. Za to do listy codziennych tabu dochodzą klucze na stole — zła wróżba i towarzyskie faux pas (w obiegu jest opowieść o sygnale „zawodu” z dawnych czasów). Jeśli jednak chcesz coś naprawdę „zawalić”, wejdź pod drabinę — w szwedzkiej wersji to dokładnie trzy tygodnie pecha.

Jest i „geografia chodnika”: w piątek trzynastego lepiej nie deptać pęknięć w kostce brukowej. A gdy kawałek ciasta przewróci się na talerzu podczas serwowania — zapowiedź, że „nigdy się nie ożenisz/nie wyjdziesz za mąż”. Słodko-gorzka wróżba, prawda?

Finlandia — pieniądze z kawy, Juhannus i książki, które tracą pamięć

Finowie czytają przyszłość z… bańek na kawie. Jeśli bąbelki po nalaniu suną w Twoją stronę, to oznaka przypływu gotówki; jeśli od Ciebie uciekają — szykuj się na wydatki. W kraju, gdzie kawa to religia, taki „kawiarniany horoskop” ma sens.

Urocze są też sygnały z ciała: łaskotanie w nos lub nagły rumieniec = „ktoś o Tobie myśli”. Z kolei miejska gra-przesąd mówi: po 99 czerwonych autach pierwsza litera tablicy setnego zdradzi inicjał przyszłej sympatii. Czyli randkowanie jako ruch miejski.

W Noc Świętojańską (Juhannus) pod poduszkę wkłada się siedem różnych kwiatów, by przyśniła się przyszła miłość. A jeśli dopadnie Cię seria kichnięć: pierwsze na szczęście, drugie na pecha, trzecie na pieniądze, czwarte… cóż, najwyżej też na pieniądze, ale już w aptece.

Dwa praktyczne tabu: nie zabijaj pająka (bo jutro będzie padać) i nie odkładaj otwartej książki grzbietem w dół — „wiedza ucieknie”. Bibliotekarki przyklaskują.

Dania — talerze, „7–9–13” i flaga z nieba

Duńczycy kolekcjonują przez rok stare talerze, by w sylwestra rzucić je o drzwi przyjaciół i rodziny. Im więcej skorup o poranku, tym więcej szczęścia — oraz większy bałagan, ale to już inna wróżba.

Kiedy powiesz coś, co „kusi los”, stukasz trzy razy pod stołem i mówisz: „syv–ni–tretten” (7–9–13). To miks liczb: 7 (szczęśliwa), 9 (światy w mitologii nordyckiej), 13 (dla równowagi pechowa). Słowem: zestaw „na wszelki wypadek”.

Dania ma też swoje świętości: Dannebrog, czyli flaga, „spadła z nieba” według legend, więc nie powinna dotykać ziemi, a po zmroku się jej nie wciąga. Przy stole zaś uważaj na kawałek ciasta — jeśli przewróci się, wróży szaloną teściową. Dla niektórych to bardziej horror niż przesąd.

Islandia — huldufólk, deszczowe przeprowadzki i meteorologia z obory

W Islandii popularna jest wiara w huldufólk — „ukryty lud”. To nie tyle twarda wiara, co otwartość na „możliwość”. Efekt? Przy inwestycjach potrafi się omijać „elfie” kamienie i pagórki, a drogi zmieniają trasę, bo po co ryzykować konflikt z kimś, kogo nie widać.

Gdy się przeprowadzasz, tradycja radzi wybrać deszczowy dzień — symbolicznie „spłukujesz” zło i (paradoksalnie) „zapraszasz” dostatek. W codziennym życiu królują wróżby pogodowe: pierwsze białe cielę zimą = ciężka zima; krowy liżą drzewa = będzie padać. Na wsi mówi się też: nie dziergaj na progu pod koniec zimy, bo ją przedłużysz. I wreszcie owce zgrzytają zębami przy jesiennym spędzie (réttir) — szykuj ciepłe skarpety, nadchodzi surowy sezon.

Bywa i bardziej „magicznie”: jeśli ktoś kichnie trzy razy przed niedzielnym śniadaniem, czeka go w tygodniu nagroda.

Zobacz też:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *