Norweskie reality show

Czy Norwegowie potrafią robić reality show? O tak, i to jeszcze jak! Jeśli myślisz, że Norwegia to tylko spokojne fiordy i powściągliwi ludzie, przygotuj się na mind blown. Norweskie telewizje serwują całą gamę reality – od sielankowego życia na farmie bez prądu, przez rajskie resorty pełne dramatów i intryg, po ekstremalne wyprawy za krąg polarny. W tym wpisie zabiorę wam w podróż po najciekawszych reality show! Będzie zabawnie, będzie zaskakująco i na pewno nie będzie poprawnie politycznie.

Paradise Hotel

Zaczynamy od klasyka nad klasykami. Paradise Hotel to norweska wersja kultowego formatu, w którym grupa pięknych (choć czasem nieco próżnych) singli mieszka w luksusowym hotelu w Meksyku. Codzienność? Intrygi, flirty, sojusze i zdrady – wszystko, byle tylko nie zostać singl’em bez pary na tzw. „ceremonii par” (parseremoni). Co tydzień ktoś odpada, a na jego miejsce wskakuje nowy uczestnik, mieszając szyki pozostałym. Kto wytrwa do końca, wygrywa sporą kasę i chwilę sławy na Instagramie. Jak mawiają Norwegowie – det er mye drama på Paradise! (na Paradise zawsze jest dużo dramy).

Dlaczego warto?

Jeśli lubisz podpatrywać ludzkie zachowania w warunkach odciętych od świata (czytaj: zamknięci w pięciogwiazdkowym hotelu z open barem), to Paradise da ci wszystko: romans, awantury przy basenie, sojusze łamane szybciej niż norweskie serca i teksty tak zabawne, że staną się twoimi ulubionymi cytatami. To też prawdziwa kopalnia norweskiego slangu uczestnicy mówią szybko, kolokwialnie, często w emocjach. Po kilku odcinkach zaczniesz rzucać tekstami typu „helt sykt!” („ale jazda!”) jak prawdziwy Norweg.

Dla kogo?

Dla fanów Love Island, Ekipa z Warszawy i innych „rozrywek intelektualnych” tego typu 😉. Jeśli oglądanie pięknych ludzi knujących, kto z kim ma spać w jednym pokoju, to twój secret hobby, poczujesz się jak w domu. Paradise Hotel to też niezły start, by osłuchać się z potocznym norweskim, choć uprzedzam, że niektórzy uczestnicy mają zasób słów mniejszy niż zasób garderoby (czyli skąpy).

Fun fact! W edycji 2025 (czyli sezonie 19) wystąpił Polak – mieszkający w Trondheim Radek, znany pod pseudonimem papibado.

Farmen – życie na farmie 100 lat temu

Z tropikalnego luksusu przenosimy się na norweską wieś… i to nie byle jaką wieś, bo rodem z początków XX wieku. Farmen to reality show, w którym 14 śmiałków zostaje przeniesionych w czasie – muszą przeżyć na odludnej farmie bez prądu, bieżącej wody i współczesnych wygód. Wyobraź sobie: żadnych smartfonów, za to krowy do wydojenia o świcie i chleb do upieczenia w piecu opalanym drewnem. Brzmi sielsko? Pewnie tylko na początku, bo Farmen to również strategia i rywalizacja. Co tydzień odbywa się pojedynek (tvekamp) – w serii zadań fizycznych lub zręcznościowych odpada jedna osoba. Ostatni ocalały zgarnia nagrodę i tytuł „farmera roku”.

Ten format wymyślili Szwedzi, ale Norwegowie pokochali go całym sercem. Farmen gości na ekranach od 2001 roku i do dziś cieszy się popularnością. Ba, doczekał się nawet wersji z celebrytami (Farmen Kjendis) – bo czemu by nie zobaczyć aktora czy piosenkarki, jak rąbie drewno albo uczy się doić kozę? Norweskie media co sezon huczą od plotek, kto się pokłócił o jedzenie, a kto może znalazł miłość przy oborze.

Dlaczego warto?

Farmen to kompletnie inny vibe niż typowe nowoczesne reality. Zero luksusów, dużo natury i prawdziwej pracy. Oglądając, naprawdę przenosisz się w czasie – uczysz się razem z uczestnikami, jak zrobić masło metodami prababci czy zbudować płot z niczego. Emocje też są prawdziwe: konflikt o to, kto zjadł więcej ziemniaków na kolację, urasta do rangi dramatu szekspirowskiego, kiedy wszyscy są głodni i zmęczeni.

Dla kogo?

Dla tych, którzy uwielbiają survival i programy w stylu „Chłopaki do wzięcia”, ale w wydaniu premium. Jeśli cenisz spokojniejsze, bardziej edukacyjne reality, gdzie oprócz dramatu dostajesz też garść wiedzy o dawnej Norwegii – pokochasz Farmen. Uczestnicy to często zwykli ludzie, bliżsi widzowi niż wymuskani influencerzy z Paradise. Można się z nimi utożsamiać (no bo któż nie spanikowałby, gdy trzeba zabić kurę na rosół?).

71° Nord – wyścig na północ

Czas na przygodę i adrenalinę! 71° Nord to prawdopodobnie najbardziej epickie norweskie reality show. Nazwa nawiązuje do szerokości geograficznej 71° N, na której leży Nordkapp, czyli Przylądek Północny. W programie grupa śmiałków (zazwyczaj 10-12 osób) wyrusza na wyprawę przez całą Norwegię – od przylądka Lindesnes na samym południu, aż po Nordkapp na północy. Po drodze czekają ich mordercze zadania w terenie: wspinaczki po skałach, przeprawy lodowcowe, kilkudniowe trekkingi z plecakiem cięższym od nich samych… wszystko w sceneriach tak pięknych, że szczęka opada. Co etap ktoś odpada, a najlepsi docierają do finału na dalekiej Północy. Zwycięzca zyskuje tytuł „Norges tøffeste” (najtwardszego Norwega) i nagrody, często auto i sporą sumkę.

Ten program to weteran norweskiej telewizji – pierwszy sezon ruszył już w 1999 roku! Od tamtej pory doczekaliśmy się kilkunastu edycji z „zwykłymi” ludźmi oraz kilku specjalnych wydań z gwiazdami (71° nord – Norges tøffeste kjendis). Co ciekawe, pomysł spodobał się też za granicą – Brytyjczycy stworzyli własną wersję 71 Degrees North na ITV w 2010. Ale to oryginał norweski ma status kultowy. Prowadzącym od lat jest Tom Stiansen, były narciarz, który z uśmiechem kaznodziei survivalu motywuje uczestników do przekraczania granic.

Dlaczego warto?

71° Nord to połączenie programu podróżniczego, survivalu i reality competition. Oglądasz i masz wrażenie, że to National Geographic z elementem rywalizacji. Krajobrazy zapierają dech – fiordy, góry, zorza polarna… Po takim seansie będziesz chciał_ła rzucić wszystko i jechać w norweskie góry. Emocji też nie brakuje: lęk wysokości, kontuzje, zmęczenie – uczestnicy naprawdę walczą z własnymi słabościami. Satysfakcja, gdy pokonają trudny odcinek trasy, udziela się i tobie przed ekranem. Plus, zawsze można wybrać sobie faworyta i kibicować jak przy dobrym sportowym widowisku.

Dla kogo?

Dla fanów „Azja Express”, „Survivor” i ogólnie pojętej przygody. Jeśli kochasz naturę, trekking albo po prostu lubisz patrzeć, jak ludzie zmagają się z ekstremalnymi wyzwaniami – to jest to. Także dla tych, którym marzy się podróż po Norwegii – lepszego tour guide niż ten program nie znajdziecie. No i umówmy się, fajnie popatrzeć jak Norwegowie (znani z zamiłowania do outdooru) pokazują, co to znaczy mieć krzepę w zimnym deszczu.

Kompani Lauritzen – gwiazdy w kamaszach

A teraz coś z zupełnie innej beczki: Kompani Lauritzen. Weź czternaścioro norweskich celebrytów, zabierz im telefony, ubierz w mundury i wrzuć na intensywny obóz wojskowy pod okiem byłego komandosa. Brzmi jak przepis na hit? I tak właśnie jest! Ten stosunkowo nowy reality show (start w 2015) szturmem zdobył serca Norwegów.

Pomysłodawcą i głównodowodzącym „kompanii” jest Dag Otto Lauritzen – były spadochroniarz i kolarz. Wraz ze swoim adiutantem Kristianem Ødegård’em serwują gwiazdom prawdziwą szkołę życia: pobudka o świcie, musztra, błotniste biegi z obciążeniem, wspinaczka na linie, skoki do lodowatej wody… jednym słowem – survival.

Celem programu nie jest jednak zrobienie z gwiazd żołnierzy, a raczej przełamanie ich barier i pokazanie im (oraz widzom), że stać ich na więcej. To trochę taki coaching przez cierpienie – uczestnicy płaczą, pocą się, krzyczą, ale na końcu często mówią: „to była życiówka, zmieniłem/am się na lepsze”. Brzmi patetycznie? Może, ale ogląda się świetnie. Publiczność uwielbia patrzeć, jak znany komik czy piosenkarka walczy z lękiem wysokości albo jak influencerka, która na co dzień rusza tylko palcem po ekranie smartfona, teraz czołga się w błocie z 20-kilowym plecakiem.

Dlaczego warto?

Kompani Lauritzen to mieszanka wybuchowa: z jednej strony element rywalizacji (co odcinek najsłabsi mogą odpaść, jest finał i tytuł zwycięzcy), z drugiej strony duży nacisk na współpracę i rozwój osobisty. W praktyce dostajemy emocjonalny rollercoaster. Są momenty wzruszeń, kiedy uczestnicy przełamują swoje słabości, ale jest też masa komicznych sytuacjNo i przyznajmy: fajnie zobaczyć celebrytów z zupełnie innej strony, bez filtrów z Instagrama, za to z kroplami potu na czole.

Dla kogo?

Dla fanów programów typu „Ekstremalni rekruci” czy „Celebrity Splash” – choć Kompani to unikalny format sam w sobie. Jeśli lubisz podpatrywać treningi, zmagania z własnymi ograniczeniami i trochę wojskowego drylu (ale w rozrywkowym wydaniu), to będzie twój faworyt. A nawet jeśli nie jesteś maniakiem fitnessu, satysfakcja gwarantowana, gdy zobaczysz jak pani z telewizji dokonuje niemożliwego i np. skacze ze spadochronem mimo panicznego lęku wysokości.

Forræder – kto jest zdrajcą?

Czas na dreszczyk intrygi! Forræder (po norwesku „Zdrajca”) to stosunkowo nowy hit (start w 2022) oparty na formacie The Traitors, który podbija telewizje od USA po Europę. Idea jest genialnie prosta: grupa ~20 graczy spotyka się w pięknej willi, by wspólnie wykonywać misje i wygrać nagrodę… ale wśród nich ukrytych jest kilku tytułowych zdrajców. Każdej nocy zdrajcy „eliminują” jednego z lojalnych graczy, a ci ostatni za dnia próbują zdemaskować zdrajców i wyrzucić ich ze swojego grona. Brzmi jak Mafia na żywo? Dokładnie tak jest!

Norweska edycja Forræder szybko stała się fenomenem. Prowadzącym jest Mads Hansen – celebryta znany z ciętego języka – co dodaje smaczku, bo chętnie dogryza uczestnikom. W show biorą udział osoby znane (aktorzy, sportowcy, influencerzy) wymieszane czasem z mniej znanymi twarzami. Cała grupa żyje w ciągłym napięciu i paranoi – nikt nie wie, komu ufać. Co odcinek mamy „morderstwo” (ustawione przez zdrajców poza kamerą) i rady plemienia” w stylu Among Us – czyli narady przy okrągłym stole, gdzie wszyscy głosują, kogo wyeliminować jako podejrzanego. Emocje są OGROMNE, bo ludzie kombinują, kłamią prosto w oczy, a niewinni próbują rozpaczliwie dowieść swojej lojalności. Jak mówi opis programu, to „wielka gra o zaufanie”.

Dlaczego warto?

Jeśli lubisz zagryzać paznokcie z napięcia, ten program jest dla ciebie. Forræder wciąga jak dobry kryminał – przy każdym oskarżeniu sam_a zaczynasz analizować: czy on mrugnął, bo kłamie, czy po prostu ma tik nerwowy?. Widzowie często bawią się w detektywów i próbują odgadnąć zdrajców przed finałem.

Dla kogo?

Dla fanów gier typu Mafia/Werewolf/Among Us, dla miłośników zagadek i tych, którzy przy oglądaniu kryminałów próbują zgadnąć „kto zabił”. Jeśli podobał ci się serial „Kłamca” czy eksperyment społeczny „The Mole”, to tutaj będziesz w siódmym niebie. Również świetne dla par lub grup znajomych – można oglądać razem i kłócić się, kto waszym zdaniem jest zdrajcą.

Norges dummeste – kto zostanie „najgłupszym” Norwegiem?

Na koniec zostawiłam perełkę, mój ulubiony norweski reality show kiedykolwiek. Tytuł mówi wszystko: „Norges dummeste” znaczy dosłownie „Najgłupszy Norweg” – i o to właśnie toczy się gra! Brzmi absurdalnie? Spokojnie, to komediowy quiz show, który wywraca do góry nogami konwencję teleturnieju. Dwunastu celebrytów rywalizuje ze sobą, odpowiadając na pytania z wiedzy ogólnej… ale uwaga: tutaj odpaść chce NAJBYSTRZEJSZY! Co odcinek ten, kto odpowiada najlepiej, odprawiany jest do domu, bo celem jest nie zostać ostatnim „fajtłapą”, któremu przypadnie tytuł „Norges dummeste”. To jedyny program, w którym nikt nie chce wygrać – serio, nikt normalny nie chce zostać okrzyknięty najgłupszym w kraju.

Brzmi to wszystko jak skecz Monty Pythona, ale „Norges dummeste” istnieje naprawdę (wystartowało w 2024 roku na TV 2 Play) i jest przebojem w kategorii humorystycznego reality. Formuła przypomina połączenie quizu z elementami „Big Brothera” – celebryci mieszkają razem podczas nagrań, uczą się (albo i nie) różnych rzeczy i próbują wypaść… jak najgorzej. Pytania dotyczą podstawowej wiedzy, którą „każdy powinien mieć”. Przykład: stolica Szwecji, tabliczka mnożenia, kto wynalazł żarówkę – prościzna? No to zobaczcie miny gwiazd, gdy pytają ich o coś spoza ścianki celebryckiej.

Dlaczego warto?

Bo to ubaw po pachy! Serio, dawno się tak nie śmiałam jak przy tym programie. W erze, gdy wszyscy chcą być najlepsi, najpiękniejsi i najmądrzejsi, tu nagle mamy paradę ignorancji w świetle reflektorów. Oglądasz i nie wierzysz, że ktoś nie zna odpowiedzi na proste pytanie… albo że zna, ale udaje, że nie zna – i to jak nieudolnie! Poza tym można się poczuć lepiej samemu ze sobą – „ha, jednak coś tam wiem, skoro nawet celebryta miał z tym problem”. Program ma też zaskakująco edukacyjny walor. W końcu podają potem poprawne odpowiedzi, więc siłą rzeczy utrwalisz sobie trochę ciekawostek.

Dla kogo?

Dla wszystkich, którzy mają dystans. Jeśli lubisz się pośmiać z głupotek rodem z „Miodowych lat” albo bawiły cię kiedyś wpadki uczestników „Milionerów”, to jest content dla ciebie. Również świetne jako relaks po ciężkim dniu – tu nie ma stresu kto odpadnie,

Na koniec zostaje pytanie: które z tych reality obejrzysz jako pierwsze? Niezależnie, czy wybierzesz tropikalne dramy Paradise Hotel, czy mroźne wyprawy z 71° Nord, gwarantuję, że poznasz Norwegię od strony, jakiej nie zobaczysz w podróżniczych folderach. To autentyczna popkultura, żywy język, prawdziwe emocje (choć czasem przerysowane dla show). A przy okazji świetna zabawa i okazja, by podszlifować rozumienie języka w praktyce.

Dołącz do nas!

A jeśli chcesz nie tylko rozumieć, co mówią w tych programach, ale też samemu rzucać teksty jak uczestnicy Norges dummeste, to wbijaj na nasze kursy. Nasze kursy grupowe na semestr jesienny już wystartowały, ale wciąż możesz się dopisać. A jeśli wolisz działać po swojemu, mamy też zajęcia indywidualne lub w parach przez cały rok!

A po inspirację, memy i językowe smaczki zaobserwuj nas na Instagramie, TikToku, Youtubie i Facebooku. Tam uczymy, śmiejemy się i trochę plotkujemy o całej Skandynawii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *