Początki Lego
W tym wpisie przybliżymy historię prawdopodobnie najpopularniejszego duńskiego produktu eksportowego. Chyba każdy z nas zna te plastikowe, kolorowe klocki, które podbiły serca dzieci, jak i dorosłych na całym świecie, a których początki można przypisać jednemu Duńczykowi – Ole Kirkowi Christiansenowi.

To właśnie głównie o nim będziemy opowiadać, gdyż historie Lego oraz Ole Kirka Christiansena są tak samo nierozerwalne jak te dwa identyczne klocki, które, jak na złość, się do siebie przyczepiły, a my akurat obcięliśmy paznokcie.
1. Młody Ole Kirk Christiansen
Ole Kirk Christiansen urodził się 7 kwietnia 1891 w niewielkiej miejscowości Filskov znajdującej się niedaleko Billund.
Wychowuje się w dość biednej rodzinie wraz z dwanaściorgiem rodzeństwa. Trudne warunki sprawiają, że Ole już od dziecka musi pracować. Wpierw wspiera rodzinę, pomagając przy pracy w gospodarstwie, np. przy wypasaniu krów i owiec. W wieku 16 lat rozpoczyna naukę zawodu u swojego brata, który jest cieślą, a cztery lata później otrzymuje uprawnienia czeladnicze.
Po ukończonym obowiązkowym okresie służby wojskowej Ole Kirk Christiansen podróżuje z miejsca na miejsce po całej Danii w poszukiwaniu jakiegoś zatrudnienia – przez jakiś czas przebywa także w Norwegii i Niemczech, gdzie pracuje w różnych tartakach.
W 1916 Ole Kirk Christiansen osiedla się w Billund, gdzie za zaoszczędzone pieniądze kupuje warsztat stolarski, który nazwał Billund Maskinsnedkeri og Tømreforretning.
Również w 1916 dochodzi do zawarcia małżeństwa między Christiansenem a Kristine Sørensen. W przeciągu następnych lat dorabiają się czwórki dzieci – Johannesa, Karla Georga, Godtfreda i Gerhardta.

Z początku przedsiębiorstwo Christiansena zajmuje się produkcją m.in. drzwi, okien, mebli, trumien, różnych narzędzi oraz nadwozi do wozów konnych, a także większymi projektami takimi jak budowa domów, gospodarstw, mleczarni czy kościoła w miejscowości Skjoldberg. To ostatnie przynosi niewielki zysk Christiansenowi, co ten podsumował słowami: Cóż – przynajmniej to była szczytna sprawa.
2. Pożar w warsztacie
27 kwietnia 1924 Godtfred i Karl Georg bawią się w warsztacie swojego ojca, podczas gdy ten zażywa popołudniowej drzemki wraz ze swoją żoną. LEGO jeszcze na tym świecie nie było, więc dzieci musiały znaleźć sobie inną rozrywkę i trzeba przyznać, że znalazły sobie świetną, gdyż próbowały one wzniecić ogień w podgrzewaczu do kleju, lecz ogień przypadkowo przeniósł się także na trociny w warsztacie. Nikomu nic się nie stało, ale pożar szybko się rozprzestrzenił i doszczętnie zniszczył zarówno warsztat, jak i dom.
Po latach Godtfred Kirk Christiansen żartował, że jego pierwszym sukcesem w życiu było spalenie domu i warsztatu.
Po jakimś czasie Ole Kirk prosi architekta Jespera Jespersena o zaprojektowanie nowego mieszkania, które możecie zobaczyć poniżej na zdjęciu. A jeśli ktoś z was kiedyś zahaczy o Billund, to może również zobaczyć ten budynek na własne oczy😉


3. Wielki kryzys i problemy finansowe
Krach na Wall Street w 1929 dotknął praktycznie każdego w zachodnim świecie. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wprowadziły ograniczenia dotyczące importu dóbr. Wpłynęło to bezpośrednio na sytuację finansową duńskich rolników, którzy czerpali zyski głównie z eksportu masła i wieprzowiny. Rolnicy stanowili główną klientelę Ole Kirka Christiansena, ale tych nie było już stać na opłacenie wyrobów stolarskich, co ostatecznie doprowadziło do upadku Billund Maskinsnedkeri og Tømreforretning.
I tak naprawdę to właśnie ta ogólnoświatowa i osobista tragedia sprawiła, że mogło powstać LEGO. Postawiony pod ścianą, Ole Kirk musiał się przebranżowić. Decyduje się zatem na produkcję drobnych drewnianych zabawek, co na początku spotyka się ze sceptycyzmem jego rodziny. Nie masz nic bardziej pożytecznego do roboty? zapytało się jedno z rodzeństwa, gdy poprosił o poręczenie za pożyczkę dla jego firmy.
Ole Kirk Christiansen dochodzi też do wniosku, że jeśli chce się skupić wyłącznie na produkcji zabawek, to przydałoby się zmienić nazwę przedsiębiorstwa. Billund Maskinsnedkeri (Zakład stolarski w Billund) zmienia się na LEGO, które jest połączeniem duńskich słów leg (baw się) oraz godt (dobrze) = baw się dobrze!
To, że lego znaczy również ja składam po łacinie, jest jedynie sympatycznym zbiegiem okoliczności.
4. Drewniane zabawki
Ole Kirk Christiansen był nieprzejednany, gdy chodziło o zapewnienie najwyższej jakości jego wyrobów. Był przekonany, że sukces zapewnią mu tylko zabawki, które przetrwają wiele lat zabawy. W LEGO wykorzystuje się zatem drewno bukowe, które wpierw się suszy na powietrzu przez około dwa lata, a później w piecu przez około trzy tygodnie. Następnie jest ono cięte, szlifowane, polerowane i pokrywane trzema warstwami lakieru – tak jak meble.
Można tutaj przytoczyć pewną anegdotkę, kiedy syn Olego, Godtfred, zachwycony, powiedział ojcu, że odkrył sprytny sposób na zaoszczędzenie pieniędzy dla firmy. Godtfred wziął mianowicie partię zabawkowych drewnianych kaczek… i pokrył je tylko dwiema warstwami lakieru (😱). Ojciec stwierdził, że gówniarz chyba na łeb upadł i ma natychmiast pokryć kaczki jeszcze jedną warstwą, choćby miałoby mu to zająć całą noc.
Godtfred – spadkobierca firmy po ojcu – opowiadał później, że stało się to dla niego lekcją o tym, jak ważna jest jakość sprzedawanego produktu. Piękna historia, prawie się wzruszyć można, ale prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach każdy jeden przedsiębiorca na pewno postąpiłby tak jak Godtfred, a nie Ole…
Tak jakoś przypomina mi się też historia o tym, jak tęgie głowy z Forda w latach 70. wyliczyły, że taniej będzie im zapłacić za odszkodowania niż naprawić wadliwy zbiornik paliwa, który przy stłuczce potrafił stawać w płomieniach wraz z kierowcą.

W nocy z 20 na 21 marca 1942 życie Ole Kirka Christiansena nawiedza kolejny niszczycielski pożar. Warsztat stolarski przerobiony w fabrykę zabawek LEGO staje w płomieniach, a ubezpieczenie nie jest w stanie pokryć ogromu szkód. Ole Kirk jest zrozpaczony, ale po jakimś czasie udaje mu się otrzymać kredyt od Vejle Bank, który pozwala na zbudowanie nowej fabryki w miejscu spalonego warsztatu.
5. Wkroczenie w erę plastiku
Pod koniec 2. wojny światowej fabryka LEGO ma coraz większe problemy z pozyskaniem dobrej jakości drewna z okolicznych lasów. W 1946 Ole Kirk jest w Kopenhadze, gdzie bierze udział w pokazie wtryskarki produkowanej przez Brytyjczyków. Christiansenowi na jej widok opada szczęka z wrażenia, niczym Tomkowi na widok Kasi podczas dyskoteki szkolnej, i Ole Kirk, tak samo jak Tomek, stwierdza: Muszę ją mieć!
Przedsiębiorstwo czeka rewolucja podobna do tej w latach 30., kiedy porzucone zostały usługi stolarskie dla rolników i rozpoczęto produkcję zabawek.
Może dla Ole Kirka była to wręcz jeszcze większa przemiana, gdyż wraz z dotarciem wtryskarki do Billund cieśla Christiansen powoli porzuca pracę z drewnem.
Ole Kirk przekonał się do całkowitego odstąpienia od drewna na rzecz nowego materiału dzięki Godtfredowi, który, jak już się wcześniej dowiedzieliśmy, zmysł do biznesu ma i pewnie szybko wyliczył, że plastik od drewna tańszy jest.
Przez następny rok Ole Kirk, Godtfred oraz pracownicy starają się poskromić tę bestię, jaką jest wtryskarka, i nauczyć się, w jaki sposób można ją najlepiej wykorzystać.
W latach 50. LEGO kontaktuje się z brytyjską firmą Kiddicraft, aby zapytać się, czy mają jakieś obiekcje, jeśli chodzi o użycie pewnego bardzo konkretnego wzoru klocków, który ów firma wynalazła. Firma odpowiada, że nie mają nic przeciwko, gdyż oni sami żadnego sukcesu z tymi klockami nie osiągnęli… ciekawa sprawa, bo te klocki wyglądały o tak:

To właśnie dzięki tym legendarnym prostokątom LEGO mogło stać się najbardziej rozpoznawalną duńską marką. I to właśnie te prostokąciki sprawiły, że jeśli dziecko usłyszy nazwę pewnej niesporej miejscowości po środku Jutlandii, jaką jest Billund, to krzyknie: LEGOLAND! Tata? Pojedziemy do Legolandu?!
