Norweski black metal – i co ma wspólnego ze stavkirke

Wyobraź sobie spokojny czerwcowy poranek 1992 roku gdzieś pod Bergen. Mgła jeszcze nie zeszła z fiordu, a nad lasem unosi się dym. Strażacy, którzy przyjeżdżają do płonącego kościoła Fantoft, początkowo podejrzewają piorun albo zwarcie. Dopiero później okaże się, że ogień ktoś podłożył. I i że właśnie zaczyna się jeden z najdziwniejszych rozdziałów w historii norweskiej kultury

Cofnijmy się jednak o kilka kroków, bo żeby zrozumieć tę historię, trzeba poznać dwóch jej bohaterów: stary, średniowieczny kościół i bardzo młodą, bardzo wściekłą scenę muzyczną.

Stavkirke

Zacznijmy od kościołów. Stavkirke – po polsku kościoły słupowe albo klepkowe – to świątynie wznoszone w Norwegii od XII wieku, w całości z drewna, często bez użycia ani jednego gwoździa. Wyglądają, jakby ktoś skrzyżował kościół z wikińskim okrętem. W średniowieczu stało ich w Norwegii ponad tysiąc, może nawet dwa. Czarna śmierć, reformacja i upływ wieków zrobiły swoje; dziś zostało ich 28. Każdy jest świadkiem epoki, w której Norwegia dopiero co przechodziłą z pogaństwa na chrześcijaństwo.

Norweski black metal

A teraz drugi bohater. Na przełomie lat 80. i 90. w Oslo zawiązała się scena, która miała przejść do legendy: norweski black metal. Garstka nastolatków i dwudziestolatków, surowa, lodowata muzyka, corpse paint i logo zespołów, których do dziś nikt nie potrafi przeczytać.Ich kwaterą główną był sklep płytowy o wdzięcznej nazwie Helvete, czyli „Piekło”, prowadzony przez Euronymousa z zespołu Mayhem. W jego piwnicy spotykała się tak zwana „czarna ferajna” – młodzi ludzie, którzy chrześcijaństwo traktowali jak obcego najeźdźcę, a samych siebie jak mścicieli zdeptanej, pogańskiej Norwegii.

Brzmi groźnie.

Po latach jeden z głównych bohaterów, Varg Vikernes, przyznał zresztą, że spora część tego była po prostu… PR-em. Ale wtedy nikomu nie było do śmiechu.

Płonący kościół

I tak wracamy do płonącego Fantoftu. Spłonął 6 czerwca 1992 roku jako pierwszy, ale nie ostatni. Przez kolejne lata przez Norwegię przetoczyła się fala podpaleń – do 1996 roku doliczono się co najmniej pięćdziesięciu, a w każdej rozwiązanej sprawie sprawcami okazywali się fani black metalu. Vikernes (znany też pod pseudonimem Count Grishnackh, twórca jednoosobowego projektu Burzum) został skazany za podpalenie kilku kościołów. A potem historia zrobiła się znacznie mroczniejsza niż jakikolwiek tekst metalowej piosenki: w 1993 roku Vikernes zabił Euronymousa. Dostał 21 lat więzienia, wówczas maksimum przewidziane przez norweskie prawo.

Efekty nie słuchania na lekcjach historii

I tu dochodzimy do ironii, od której trudno się otrząsnąć. Cała ta scena czciła wikingów i pogańską przeszłość, a chrześcijaństwo oskarżała o to, że „zabiło” prawdziwą norweską kulturę. Tyle że stavkirke są najlepszym dowodem na to, że żadnego czystego „zabicia” nie było. Te kościoły stawiano często na dawnych, świętych pogańskich miejscach, a ich rzeźby to mieszanka chrześcijańskich symboli i jak najbardziej wikińskich smoków, węży oraz scen z legendy o Sigurdzie. Innymi słowy: w imię ratowania wikińskiego dziedzictwa podpalano budynki, które były jednym z ostatnich miejsc, gdzie to dziedzictwo naprawdę przetrwało. Można złapać się za głowę.

Wisienka na torcie jest jeszcze lepsza. Fantoft, który Vikernes uwiecznił na okładce swojej epki „Aske” (po norwesku „Popioły”), nie był nawet pełnoprawnym średniowiecznym oryginałem, tylko mocno przebudowaną, XIX-wieczną rekonstrukcją, przeniesioną w to miejsce z zupełnie innej części kraju. A formalnie, prawnie, za jego podpalenie Vikernes nigdy nie został skazany. Sąd przysięgłych go uniewinnił, co sędziowie otwarcie nazwali pomyłką. Okładka płyty jest, wyroku za ten konkretny pożar brak. Norwegowie tymczasem zacisnęli zęby, odbudowali Fantoft i ponownie otworzyli go w 1997 roku.

Co z tego wszystkiego zostaje, poza niesmakiem i naprawdę dobrym materiałem na dokument? Przede wszystkim świadomość, że historia ma wyjątkowo przewrotne poczucie humoru. Ale jest i dobra wiadomość: stavkirke wciąż stoją i wciąż można je odwiedzić. Najstarszy, Urnes z około 1130 roku, trafił na listę UNESCO; Borgund uchodzi za najlepiej zachowany. A jeśli do Norwegii daleko, mam dla ciebie zaskakujący trop: jeden z tych norweskich drewnianych kościołów stoi sobie spokojnie w Karpaczu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *